Mamo, dlaczego idziesz do pracy?

„W głowie się nie mieści, jak można zrezygnować z płatnego urlopu macierzyńskiego i pójść sobie do pracy. Czy tam wrócić do pracy. Jeden pies. Zostawić słodkie lenistwo przerywanie niekiedy przewinięciem czy nakarmieniem jeszcze słodszego dzieciątka? Przecież to nielogiczne! Szkodliwe!” Hm… Czytaj dalej Mamo, dlaczego idziesz do pracy?

Czarne worki, kajdany nakładane samemu sobie i niemieckie pornosy, czyli uwolniłam się

Nagły przebłysk świadomości obudził mnie o 2:33 nad ranem. One muszą odejść. Spakuję je do czarnego wora i wywiozę w czarną noc. Nie będą mi tu rozsiewać zarazy. Rozdarte poematy Słowackiego i spółka muszą trafić tam, gdzie trafiły niemieckie sadomaso pornosy! Zaraz… co?! Czytaj dalej Czarne worki, kajdany nakładane samemu sobie i niemieckie pornosy, czyli uwolniłam się

Jak nie zwariować na urlopie macierzyńskim?

Ten, kto nazwał czas opieki nad noworodkiem i niemowlakiem „urlopem”, powinien się smażyć w piekle. Co tam w piekle! Powinien na wieczność na urlopie macierzyńskim przebywać. W turach po 68 tygodni, bo z trojaczkami. Rozumiem oczywiście, że ustawodawca miał na myśli urlop w sensie wolnego od pracy zarobkowej. Tyle, że zwykle jednak „urlop” kojarzy się z odpoczynkiem i taki cel mu przyświeca. A na macierzyńskim owszem odpoczywamy może po ciąży (można spać na niemal dowolnie wybranym boku, plecach czy brzuchu nawet!), ale za to lokator brzucha jest teraz po drugiej stronie całkowicie zdany na swoją matkę. Czytaj dalej Jak nie zwariować na urlopie macierzyńskim?

Ogórek kiszony o 4 nad ranem ma znaczenie – dowiedzione naukowo

Mandarynki wciągane kilogramami, nagła potrzeba zjedzenia ogórka kiszonego o 4 nad ranem. Niemożność zniesienia zapachu mięsa albo gotującego się rosołu lub odwrotnie nieodparta chęć na smażoną kiełbasę po latach weganizmu. O albo nawet musztarda pochłonięta na raz prosto ze słoiczka. Czytaj dalej Ogórek kiszony o 4 nad ranem ma znaczenie – dowiedzione naukowo

Arbuz a płeć

W mojej lodówce leżał kiedyś kawałek arbuza. Leżał i czekał. Odłożyłam go tam specjalnie dla mojego męża. Dziecko i ja dobraliśmy się do reszty już wcześniej. B wrócił z pracy, ale arbuz nadal czekał. Kolejny dzień i następny… Zaniepokoiło mnie, że lada moment będzie niezjadliwy.
– W lodówce jest arbuz. Dla Ciebie. – dodałam, żeby nie było wątpliwości.
– A nie, zjedzcie go sobie.

Cóż, pomyślałam, że może nie ma akurat ochoty na plucie pestkami. Rozkroiłam tę nieszczęsną ćwiartkę już prawie usychającą z tęsknoty za czyimś żołądkiem. Kiedy jednak sytuacja zaczęła się powtarzać i przy innych smakołykach, a nawet codziennych posiłkach, zaczęłam się zastanawiać. Czytaj dalej Arbuz a płeć

Wojny matek

Mój głos w temacie matek-wilczyc skaczących sobie do gardeł nad tematami karmienia i innych spornych. Sprawa jest dość zawiła, ale dziś kołaczą mi się po głowie dwa jej wątki. Po pierwsze, nieco przewrotnie, czy potrzebujemy jeszcze teraz tekstów o tej rzekomej wojnie? A po drugie: to jak właściwie rozmawiać z innymi matkami? Czytaj dalej Wojny matek