Ogórek kiszony o 4 nad ranem ma znaczenie – dowiedzione naukowo

Mandarynki wciągane kilogramami, nagła potrzeba zjedzenia ogórka kiszonego o 4 nad ranem. Niemożność zniesienia zapachu mięsa albo gotującego się rosołu lub odwrotnie nieodparta chęć na smażoną kiełbasę po latach weganizmu. O albo nawet musztarda pochłonięta na raz prosto ze słoiczka. Niechęć do kawy prowadząca aż do wymiotów lub nigdy wcześniej nie zaznana miłość do kawy. Frytki frytki frytki, też frytki, ale te z konkretnego fastfooda, a i lody do tego. Trzęsawka na widok wiosennych rzodkiewek i szczypiorku, natrętna myśl o zjedzeniu tej babeczki z owocami teraz zaraz. Zagryzanie kefiru ogórkiem kiszonym może nie było najlepszym pomysłem, ale już kromka chleba z powidłami i kapustą kiszoną smakowała wybornie.

Zachcianki przed okresem a ciąża

Niektóre kobiety nawet na podstawie swoich nietypowych zachcianek stwierdziły, że są w ciąży. No szczerze – gdybym od dziecka nienawidziła grzybowej, a w tę pamiętną Wigilię pochłonęłabym jej trzy talerze na oczach zadziwionej rodzinki, to też bym zaczęła coś podejrzewać. Albo gdybym przez pełne dwa tygodnie mogła żywić się jedynie śledziami. Albo gdybym na co dzień upijała się kawą, a tu nagle pojawił się odruch wymiotny na samą myśl o niej.

Co to jest zachcianka ciążowa?

Na szczęście nie wszystkie te powyższe przykłady mnie dotyczyły, ale każdy kryje w sobie autentyczną historię. „Nie ma czegoś takiego, jak zachcianki ciążowe!” – powie ktoś tubalnym głosem. Tylko to znaczy, że co? Wszystkie kobiety, które tego doświadczyłyśmy, całkiem sobie to zmyśliłyśmy, uległyśmy jakiejś tajemniczej zbiorowej halucynacji? Ba, kobiety na całym świecie jej uległy? Badania pokazują, że od 50 do 90 % kobiet w ciąży je odczuwa. I nie ma znaczenia czy swojego jedzenia poszukują w największym markecie Ameryki czy na afrykańskiej sawannie. Zmienia się tylko przedmiot tych zachcianek.

Prawda jest też taka, że naukowcy nie są w stanie wskazać konkretnej przyczyny ich występowania. Przedstawiają pewne eleganckie hipotezy, zdaje się jednak, że o żadnej z nich nie możemy powiedzieć – o tak to jest, stąd, to się bierze! Wiemy jednak na pewno, że zachcianka nie jest tożsama z głodem. Można być najedzonym po kokardki, a i tak ją odczuwać. Jest to trudna do powstrzymania chęć zjedzenia czegoś. Często jest to coś, co do tej pory pozostawało dla nas całkowicie obojętne, czasem jest to obiekt odbierany jako swoiste tabu dla kobiet w ciąży, czyli coś zakazanego, niewskazanego. W niektórych przypadkach pojawiają się zachcianki na coś całkowicie niejadalnego. W języku naukowym określa się to zwykle jako spaczone łaknienie i objawia się chęcią na jedzenie tynku ze ścian, błota, ziemi, kredy, proszku do prania, mydła i itp. Jako zachcianka określane jest także łaknienie nietypowych połączeń smakowych.

Przyczyny zachcianek

Pierwsze co się nasuwa to zmiany hormonalne, które zachodzą w ciele kobiety, a są najbardziej burzliwe w pierwszych tygodniach ciąży. Coś z pewnością tu dzwoni, bo często zachcianki pojawiają się także w okresie menopauzy oraz w czasie tuż przed miesiączką. Tyle, że statystycznie jednak szczyt zachcianek przypada na II trymestr ciąży. A ich znaczne nasilenie kobiety wskazują także pod koniec ciąży – głównie na produkty słodkie i tłuste.

Zmiany te mogą także powodować zwiększoną intensywność odczuwania zapachów czy smaków na początku ciąży. Pojawia się tu piękna hipoteza, jakoby cały ten kombajn doznań ciążowych – zachcianki, mdłości, wymioty, wrażliwość na zapachy i smaki – był spadkiem po ewolucji, mechanizmem nadającym przyszłej matce supermoce. Dzięki nim może ona wybierać to, co jest w danym momencie najbardziej potrzebne dziecku rozwijającemu się w jej łonie.

Ma to służyć wzmocnieniu systemu immunologicznego, ukierunkowaniu na produkty gęste odżywczo i wysokokaloryczne czy zrekompensować niedobór zasobów. Niektórzy wierzą, że zachcianki są wynikiem niedoborów żelaza i cynku. Praktycy medycyny naturalnej potrafią nawet wskazać, iż zachcianka na konkretny produkt odpowiada zapotrzebowaniu na konkretny składnik. I tak na przykład zachcianka na mięso ma symbolizować niedobór białka, chęć na brzoskwinie – niedobór betakarotenu, na jajka – zapotrzebowanie na cholinę, zaś sławetna zachcianka na czekoladę – niedobór magnezu. Takie postawienie sprawy ma jednak zasadniczą wadę. Gdyby to faktycznie ewolucyjny mechanizm sterował naszą zachcianką na czekoladę z powodu niedoboru magnezu, to raczej powinien skłaniać nas do pochłaniania olbrzymich ilości np. jarmużu czy szpinaku – pożywienia o wiele bogatszego w magnez (i wiele innych dobroci także).

Zachcianki na owoce w pierwszym trymestrze są niekiedy tłumaczone zwiększonym zapotrzebowaniem na antyoksydanty, witaminę C i inne składniki wspomagające układ odpornościowy. Badanie pokazują także, że jest pewna korelacja między wymiotami i mdłościami w pierwszym trymestrze ciąży, a zachciankami na produkty wysokokaloryczne i gęste odżywczo w trzecim. Ma to niejako zrekompensować wcześniejszą utratę i zgromadzić zapasy na czas po porodzie.

Ta grupa tłumaczeń jest dość wygodna, choć prawdę powiedziawszy nie ma badań, które w 100% rozwiewałyby wątpliwości czy potwierdzały je. W dodatku jeśli faktycznie ten mechanizm istnieje, to prawdopodobnie ukształtował się jakieś 100 tysięcy lat temu. Wtedy dostępność różnorodnego jedzenia była znacznie mniejsza. Zaspokojenie zachcianki na wysokokaloryczne produkty następowało przez zjedzenie trudniejszego do zdobycia mięsa lub owoców, które już same w sobie były mniej słodkie i mniej kaloryczne niż obecne. W mechanizm ten nie ma wbudowanych niemal żadnych ograniczeń – ewolucja nie przewidziała, że kiedyś będzie można pójść do cukierni i za parę groszy kupić ekwiwalent kaloryczny posiłków dla polującego mężczyzny na cały tydzień. Nie można też zapomnieć o tym, że mechanizm ten niekiedy ma bardzo poważne błędy programu: niepowściągliwe wymioty ciężarnych prowadzące nawet do odwodnienia, zachcianki tak silne, że kobieta żywi się przez kilka tygodni wyłącznie serem albo niepowstrzymana potrzeba ugryzienia mydła. Zdecydowanie czasem coś idzie nie tak.

Zachcianki w innych zakątkach świata

Bez względu na to czy damy wiarę hipotezie hormonalnej, mechanizmowi ewolucyjnemu, rekompensacie niedoborów czy nie i tak zdarzy się co najmniej jeden mężczyzna w Polsce, który będzie musiał zjeździć całe miasto w późnych godzinach wieczornych w poszukiwaniu dajmy na to jagodzianek. A jak to wygląda w innych rejonach świata? Czy jest to zachowanie typowe jedynie dla naszej kultury? Zerknijmy do wioski w Południowych Indiach, w stanie Tamilnadu.

W tym rejonie Indii kobietom w ciąży odradza się jedzenie potraw czarnych oraz „podnoszących temperaturę ciała” – papai, nieobranego mango i nieobranego owocu tamarydnowca. W dodatku te dwa owoce ze skórką swoistym tabu – czymś zakazanym dla ciężarnych. Panuje powszechne przekonanie, że ich skórki mogą powodować poronienie. Jest w tym pewne źdźbło prawdy, gdyż zawierają one niskie stężenia toksycznych związków, które faktycznie mogłyby wpłynąć na rozwój płodu w większej ilości. Wśród badanych kobiet 54% zgłosiło występowanie zachcianki w trakcie ciąży. 82% z nich było zachciankami na… nieobrane mango!

W ich przypadku nie da się wytłumaczyć tych zachcianek ani wsparciem stystemu immunologicznego – bo przecież wtedy równie dobry byłby sam miąższ owocu. Uzasadnienia nie znajduje również hipoteza o poszukiwaniu produktów wysokokalorycznych ani ta o rekompensowaniu niedoborów. Czarnym koniem wyścigu o prawdę „skąd się biorą zachcianki” została hipoteza strategii negocjacyjnej. A więc nie biologia a socjologia.

Struktura indyjskiej rodziny nie jest zbyt łagodna dla młodych kobiet. W skrajnych przypadkach nie mogą one w zasadzie decydować o sobie, a ich status zwłaszcza w rodzinie męża bywa niepokojąco bliski służącej. Dodatkowo, w tak wrażliwym czasie jakim jest ciąża, zostają obciążone presją urodzenia syna. Potomek płci męskiej jest widziany jako wsparcie dla rodziny, pomoc w pracach polowych itp. Z córką zaś wiąże się obowiązek wydania jej za mąż, zapłacenia posagu rodzinie zięcia. Córka po wyjściu za mąż wyprowadza się do rodziny męża, gdzie jest traktowana bardzo różnie. Oczywiście to co opisuję, jest skrajnym przypadkiem. Jednakże presja na rodzenie synów jest niemal powszechna i dobrze widoczna na każdym kroku.

Badacze porównując dane doszli do wniosku, że to właśnie ta ciężka sytuacja potęguje występowanie zachcianek na produkty objęte tabu, a nawet takie które wg wiedzy ciężarnych mogą szkodzić. Co gorsza, u niektórych kobiet zauważono także nasilone objawy depresji już w tracie ciąży oraz po porodzie.

Zachcianka jako gra społeczna

Co to znaczy, że zachcianka elementem strategii negocjacyjnej? W tym ujęciu jest ona grą społeczną. Często nie do końca uświadomionym sygnałem od kobiety do otoczenia, że potrzebuje więcej wsparcia. Można powiedzieć, że zachcianki są powodowane przez czynniki psychologiczne i kulturowe, a nie tylko przez działanie hormonów. Także najczęściej pożądane produkty są uwarunkowane kulturowo np. Stany Zjednoczone – czekolada, a w Japonii – ryż.

Zachcianka jest grą społeczną czyli dla wielu osób. Jest szansą dla otoczenia na zauważenie potrzeb kobiety ciężarnej, w pewnym sensie jest okazją do wykazania się. Partner kobiety ma możliwość pokazania, że jest w stanie dbać o potrzeby jej i ich wspólnych dzieci. Nawet jeśli to oznacza latanie po kiszonego ogórka do piwnicy o 4 nad ranem. W Tanzanii zaś spełnianie zachcianek ciężarnej jest odczytywane jako wyrażanie wsparcia, a nawet jest odbierane jako bezdyskusyjny obowiązek męża i całej jego rodziny.

Co zrobić jak się ma zachciankę?

Otwartym pozostaje pytanie: czy świadomość źródeł zachcianek może jakoś pomóc kobiecie w ciąży? Krótko mówiąc – co zrobić jak się już ma nieodpartą zachciankę ciążową?

Zależy na co masz ochotę…

  • Zachcianki na świeże owoce i warzywa spełniaj na zdrowie! Także te kiszone, które są bardzo popularną zachcianką w Polsce (ale też zachęcam, żeby w miarę możliwości dawać się jednak mężom wysypiać). Generalnie, jeśli coś należy do kategorii zdrowego jedzenia, nie reglamentujemy sobie.
  • Zachcianki na produkty wysokokaloryczne, ochota na słodkie lub na jedzenie o wątpliwym statusie wspomagania zdrowia czyli wszelkie gotowe lody, słodycze, potrawy smażone w głębokim tłuszczu, słodzone napoje… podchodź do nich na dwa sposoby. Po pierwsze pozbądź się poczucia winy, nie walcz z zachcianką. Może to powodować odwrotny skutek do zamierzonego np. wywołać chęć zajedzenia tego całego stresu znowu czymś słodkim. Możesz zaspokoić tę zachciankę raz na jakiś czas, w rozsądnych ilościach. Jeśli tylko nie stanie się to podstawią Twojej diety, nie masz się czym martwić. Może się to wydać radykalne, ale po prostu staraj się nie trzymać tych produktów w domu, a już na pewno nie na widoku. Drugą opcją jest poszukanie zdrowszego zastępnika. Już niedługo pojawi się tu mały artykuł o prostych przepisach na lody bez cukru, domową chałwę czy frytki z piekarnika.
  • Zachcianka na kawę. Okazuje się, że niewielka dawka kawy (nie więcej niż 200 mg kofeiny dziennie) nie musi negatywnie wpływać na płód. Więcej na ten temat przeczytacie na blogu Mamyginekolog: https://www.mamaginekolog.pl/zmienic-zyciu-kobieta-ciazy/
  • Zachcianka na produkty zakazane w ciąży (alkohol, surowe ryby i mięso). Tu warto jednak zaufać swojemu rozumowi. Nie ma oznaczonej bezpiecznej dla rozwijającego się dziecka ilości alkoholu. Jeśli zastępniki w postaci piw i win bezalkoholowych czy sushi z ryb poddanych obróbce termicznej nam nie wystarczają, pora wytoczyć cięższe działa. Porozmawiać z najbliższymi, poruszyć te tematy, zachowania, które sprawiają, że jest nam ciężko. Przyznać się, że z jakiegoś powodu odczuwamy presję, poprosić o pomoc. Jeśli jest to bardzo silne uczucie, zachcianka wydawałoby się nie do powstrzymania, trzeba się postarać oczyścić swoje myśli, zrelaksować się w aktywny sposób (może spacer lub ćwiczenia dla ciężarnych) albo stworzyć coś. Własnoręcznie wykonanie dla swojego dziecko np. szydełkowych bucików niesie ze sobą ogromny, pozytywny ładunek emocjonalny.
  • Zachcianka na produkty niespożywcze np. kreda, ziemia, tynk, środki czystości również (dość rzadko) się pojawiają. Oprócz wymienionych powyżej sposobów czyli zaopiekowania się sobą, poproszenia o wsparcie i oczyszczenia myśli, warto w tym przypadku udać się także po poradę do lekarza czy położnej. Zwłaszcza jeśli jest to bardzo silna zachcianka, często się powtarzająca. Być może jest ona faktycznie oznaką niedoborów. Konieczne będą dodatkowe badania i specjalistyczna suplementacja. Uważa się również, że łaknienie konkretnie kredy może być objawem obecności w układzie pokarmowym pasożytów. Tu może być pomocne badanie kału lub wymaz z odbytu. Jeśli medyczne powody zostaną wykluczone, zostaje potraktowanie tego jako sygnału, że trzeba zadbać o siebie, poprosić o pomoc. Jeśli nie jest możliwa do uzyskania od najbliższych, warto zwrócić się do psychologa czy choćby poszukać wsparcia wśród kobiet borykających się podobnym problemami (na forach czy grupach internetowych).

 

Dla mnie niezwykle zaskakującym odkryciem było, że nawet tak prozaiczna kwestia jak zachcianki ciążowe może mieć drugie dno, być elementem ledwo wyczuwalnej gry społecznej. Ta złożoność, pomieszanie i współdziałanie porządków zwierzęcego i kulturowego, czynników biologicznych i socjologicznych, psychologicznych kryje dla mnie piękno, zachwyca i zastanawia. Sprawia, że nawet sięgając po rzodkiewkę zastanawiam się i chyba nawet bardziej doceniam jej rześki smak. Czasem czuję pokusę, aby w tę świeżo odkryta grę wejść z pełną świadomością i przy kolacji napomknąć:
– Może wracając jutro z pracy kupiłbyś mi trochę truskawek? Tak z tonę najlepiej.

Tekst napisałam na podstawie pracy naukowej Caitlyn Placek A test of four evolutionary hypotheses of pregnancy food cravings: evidence for the social bargaining model. Jest on dostępny tutaj:  https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/29134058

Nie jestem lekarzem, nie traktuj tego tekstu jako porady lekarskiej. Jeśli masz obiekcje, to pytaj i konsultuj. Chętnie też się dowiem, co myślisz!

Autor

Natalia

Cześć! Jestem Natalią i jestem też "lub". Splatam swe życie z różnych funkcji - teraz na czele jest bycie żoną i mamą, a zaraz potem wirtualną asystentką i właścicielką dwóch kotek. Pisaniem porządkuję, to co wiem, tropię związki, przyczyny i skutki.