portretuśmiechniętejanetwierzbickiej

Kreatywna żonglerka – wywiad z projektantką wnętrz i mamą Anetą Wierzbicką

Mówi, że jej supermocą są poddasza. Ja mam jednak wrażenie, że jest nią raczej żonglerka! Nie podrzucanie w górę piłeczek i łapanie ich w odpowiednim momencie lotu, ale raczej umiejętność żonglowania zadaniami tak, by dawały satysfakcję, a nie przygniatały. By spełniać swoją pasję i jednocześnie być dostępnym dla dzieci i rodziny. A w dodatku umiejętność żonglowania wymagającą przestrzenią czy skromnymi finansami, tak aby osiągnąć efekt „WOW” w każdym wnętrzu. Przeczytaj wywiad z Anetą Wierzbicką.

Opowiedz kim jesteś i czym się zajmujesz?

Mieszkam w Poznaniu z mężem i dwójką dzieci w wieku 6 i 9 lat. Jestem projektantką wnętrz i wielbicielką wszystkiego co piękne.  Mam też świra na punkcie funkcjonalności. Przez kilka lat projektowałam zarówno wnętrza prywatne, jak i komercyjne, jednak w końcu postawiłam na pracę tylko dla klientów indywidualnych.

Wkładam w swoje aranżacje bardzo dużo serca, dlatego uwielbiam projektować dla konkretnej osoby, czy rodziny, a później widzieć  ten błysk w oku. Mieszkania na wynajem to również ciekawy temat, jednak to zupełnie inny typ pracy.

Pomagam tworzyć przytulne i piękne mieszkania bez wydawania tzw. milionów. To mnie wyróżnia. Nie wstydzę się tanich rozwiązań, jeśli są dobre i ładne. Mam też szósty zmysł do wychwytywania rozmaitych okazji.

Moją supermocą są poddasza-to bardzo trudny temat do aranżacji, a ja zgłębiam go na co dzień w swoim własnym mieszkaniu od ponad dwudziestu lat. Mało kto ma tak konkretne doświadczenie w tym temacie.

Jak macierzyństwo wpłynęło na postrzeganie przez Ciebie swojej własnej pracy? Czy zmieniły Ci się priorytety?

Powrót na etat po urodzeniu pierwszego dziecka był dla mnie koszmarem. Mały bez przerwy chorował w żłobku i nie byłam w stanie pracować w normalnym trybie, a nie było możliwości pracy zdalnej, czy na pół etatu na moim stanowisku. Miałam ogromne wyrzuty sumienia, bo Maciek wcześniej nie chorował w ogóle. W pracy duże zaległości, bo musiałam opiekować się nim w domu.

Frustracja sięgała zenitu kiedy po trzech tygodniach opieki odprowadzałam zdrowe dziecko do żłobka, a w szatni spotykałam dzieci, które ewidentnie były bardzo chore. Wiedziałam, że za chwilę wszystko zacznie się od początku… To był bardzo trudny czas w naszym życiu. Tyle dobrego, że Maciek lubił chodzić do żłobka, bo jest bardzo towarzyskim dzieckiem.

Postanowiłam, że ze względu na choroby, drugiego syna nie puszczę już do żłobka, a do pracy wrócę dopiero jak pójdzie do przedszkola. Pomysł pracy na własną rękę zrodził się podczas urlopu wychowawczego. Wtedy zaczęła się prawdziwa żonglerka czasem, ale tym razem już na moich warunkach. Mogłam sama regulować jak dużo pracuję, bez tłumaczenia się przed kimkolwiek, choć przyznaję, że trudno było nauczyć się odmawiać klientom.

Praca „na swoim” daje wolność wyboru. Mogę brać każde zlecenie i pracować do upadłego, mogę też świadomie pracować mniej, kiedy jestem przemęczona, zrobić sobie krótki urlop, bez problemu uczestniczyć w przedszkolnych uroczystościach o 15:00, pójść do lekarza, czy zostawić dziecko w domu z powodu bólu brzucha. I mimo, że praca w domu wymaga bardzo dużej motywacji i łatwo o chaos w tej cudownej elastyczności, to nigdy bym już z tego nie zrezygnowała.

Jak wygląda Twój dzień?

Pracuję w domu i w terenie. Żaden dzień nie jest taki sam. Dzieci oczywiście chodzą już do szkoły i przedszkola, jednak gdy tylko dzieje się coś nieplanowanego (jak np. kwietniowy strajk nauczycieli) jestem w stanie tak zorganizować pracę, aby móc się nimi zająć. Bywa, że jadą ze mną na budowę czy do Ikei. Wiele spraw mogę załatwić zdalnie i korzystam z tego na co dzień. Mogę też nadgonić pilne tematy wieczorem, co nie jest takim problemem, bo jestem zagorzałym nocnym markiem.

Praca w terenie to spotkania z klientami w ich domach i sklepach budowlanych, czy meblowych. To się dzieje w przeróżnych dniach i godzinach. Jeśli nadzoruję remont, pojawiam się również regularnie na budowie. Sama także jeżdżę po sklepach w poszukiwaniu najlepszych rozwiązań dla bieżących projektów. Robię mnóstwo zdjęć produktów, które pasują mi teraz, bądź chciałabym ich użyć w przyszłości. Jestem uzależniona od zbierania inspiracji i rzeczywiście z nich korzystam. Składanie zamówień na materiały wykończeniowe, czy meble potrafi trwać długie godziny. Chodzę też na szkolenia produktowe dla projektantów oraz spotkania networkingowe i mastermindowe.

W domu przygotowuję projekty, szukam inspiracji przez Internet, prowadzę rozmowy telefoniczne, konsultacje on-line, przygotowuję oferty, umowy, dbam o kontakt z odbiorcami w social mediach oraz na stronie internetowej, wysyłam newsletter, piszę teksty na bloga. Składam też zamówienia przez Internet i telefon. Generalnie – sporo pracy z komputerem. Wolę w terenie.

Na szczęście dzieciaki narzucają pewien stały rytm każdego dnia. Muszę zająć się nimi rano i po południu. To jest czas dla rodziny. Na placu zabaw odpoczywam od pracy umysłowej. Bez narzuconego rytmu groziłoby mi siedzenie przed komputerem od rana do nocy, bo ta praca nigdy się nie kończy. Zawsze można znaleźć, czy wymyślić coś lepszego.

Masz jakieś triki na usprawnienie funkcjonowania domu i wykonywania obowiązków domowych?

Podstawa to podział obowiązków. Cały czas się tego uczę. Często łapię się na tym, że nadal wyręczam dzieci, mimo, że już tego nie potrzebują. Bardzo ważna jest również pralka, zmywarka i… suszarka bębnowa. Nie wyobrażam sobie już bez niej życia. To świetne udogodnienie, oszczędza mnóstwo czasu, ubrania są mniej pogniecione i suche w godzinę lub dwie – same zalety. Nadal mało w Polsce popularna, ale zapewniam, że warto wygospodarować na nią miejsce.

Z mężem nie mamy wyraźnego podziału obowiązków, jednak mogę powiedzieć, że każde z nas w równym stopniu zajmuje się domem. Naszym słabym punktem jest natomiast gotowanie. Oboje lubimy, ale tylko od czasu do czasu. Chętnie zleciłabym komuś codzienne gotowanie domowych obiadów, ale jak dotąd nie udało mi się znaleźć takiej osoby.

Co doradziłabyś kobiecie, która stoi przed dylematem: jak najwięcej czasu z dzieckiem czy swoja potrzeba uwolnienia się z domu, powrotu do zajęć sprzed urodzenia?

Znowu wrócę do podziału obowiązków. To naturalne, że mamy spędzają z dziećmi więcej czasu, zwłaszcza na samym początku, ale stopniowo warto z tego domu jednak wyjść do ludzi i zostawić dziecko z tatą. Choćby wieczorem, nawet na 30 minut. Odpocząć od ciągłej opieki, a przy tym wzmacniać więź dziecka z tatą.  Najlepiej dbać o to od samego początku, tak aby to było coś naturalnego, a nie szok dla całej rodziny.

Zbyt często padamy ofiarą stereotypu Matki Polki – to już nie te czasy! Kochamy nasze dzieci, ale dbajmy również o siebie i swoją równowagę życiową. Za poświęcenia ponad miarę nikt nie da nam medalu, natomiast frustracja murowana. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko – powtarzam sobie zawsze, gdy dopadają mnie matko-polkowe wyrzuty sumienia. Im dziecko starsze, tym łatwiej się ich pozbyć.

Powrót do pracy zależy od jej charakteru. Jeśli masz możliwość pracy zdalnej, możesz to zrobić wcześniej. Jeśli nie, zapytaj o możliwość pracy na część etatu. Uważam, że przy malutkich dzieciach pół etatu to po prostu ideał. Jest czas dla dzieci, a jednocześnie kontakt ze światem dorosłych. Tradycyjny etat przy małym dziecku to bieg przez płotki. Wiem, co mówię.

A jeśli nasza praca nie daje nam takich możliwości?

Namawiam na poszukiwanie innych dróg rozwoju. Mi udało się zrealizować wieloletnie marzenie o projektowaniu wnętrz. Nie stało się to jednak z dnia na dzień. Długo się przygotowywałam, czytałam, skończyłam studia podyplomowe z aranżacji wnętrz, praktykowałam u rodziny i znajomych.

W całym procesie bardzo pomógł mi blog Michała Szafrańskiego jakoszczedzacpieniadze.pl. To on poszerzył moje horyzonty na tyle, że odważyłam się zaryzykować. Ale na spokojnie. W zgodzie ze sobą. Gdyby nie wyszło, wróciłabym po prostu na etat. Nadal nie mam parcia na jakiś wielki biznes, zatrudnianie ludzi do pomocy w projektach itd. Zawodowo najważniejsze jest dla mnie dostarczanie świetnej jakości, szlifowanie warsztatu, dobra marka, a nadrzędną rzeczą jest slow life na tyle, na ile to możliwe.

W poszukiwaniu własnej drogi bardzo pomagają spotkania networkingowe. Kilka lat temu brałam w nich udział naprawdę często. To było moje wychodzenie z domu. Najbardziej podobało mi się na Latających Kręgach Miejskich stworzonych przez Agatę Dutkowską. Świetne były również konferencje Asbiro i zjazdy dla inwestorów w nieruchomości. Z każdego z tych spotkań wychodziłam z nową wiedzą i cennymi kontaktami. Poznawałam ciekawych ludzi, a wielu z nich stało się potem moimi klientami.

Bardzo dużo dzieje się również on-line, ale nic nie zastąpi spotkań na żywo. Choćby z koleżankami. One zawsze ładują pozytywną energią. W ogóle spotkania i grupy kobiet są dla mnie bardzo ważne. Rozmowa z kimś, kto ma podobne cele w życiu jest nieoceniona. Tak odkryłam siłę mastermindów. To rodzaj biznesowych spotkań, na których wspólnie omawia się wyzwania każdej z osób. Jak znaleźć mastermind dla siebie? Najlepiej stworzyć własny. 3-4 osoby, które łączy jakiś wspólny mianownik i trochę dyscypliny podczas spotkań daje niesamowite efekty. Serdecznie polecam.

 

Kilka słów ode mnie

Po wywiadzie z Anetą czuję moc i energię. Przemawiają do mnie jej słowa o konieczności nauczenia się odmawiania klientom. Nie jest to łatwa decyzja. Przy prowadzeniu własnej działalności może to być niekiedy stąpanie po kruchym lodzie. Jednak często jest to właśnie najlepsze rozwiązanie! Paradoksalnie jest to także w interesie klientów.

Przemęczony i zestresowany projektant nie jest w stanie zaproponować nic kreatywnego. Nie potrafi wyjść poza utarte szlaki, bo jego mózg działa w trybie „przetrwanie”. Jego projekty mogłyby być lepsze, gdyby właśnie zadbał o siebie i swoją rodzinę. Gdyby częściej odmawiał. Wydaje mi się, że jest to prawdą zarówno w pracy zawodowej, jak w rodzicielstwie.

Wzięłam też sobie do serca to, co Aneta mówi o spotkaniach z innymi ludźmi. Najlepiej na żywo. Po takim wyjściu czuję się, jak po prysznicu w wodospadzie na środku dziewiczej dżungli. Higiena umysłu, odświeżenie, ale z nutą przygody i egzotyki. Wszak każdy napotkany człowiek, to jak inny ląd.

Zauważyłam także, że pomysł na szukanie własnej drogi jest wspólny dla wielu matek. Pracuję nad artykułem o tej tematyce. Podziel się swoim doświadczeniem w tym temacie i napisz do mnie!

Pragniesz zaczerpnąć więcej niezwykłej energii i pomysłowości Anety, odwiedź jej stronę: www.insidestory.com.pl. A jeśli kilkniesz tu, dostaniesz od niej prezent – poradnik o aranżacji wnętrz.

Autor

Natalia

Cześć! Jestem Natalią i jestem też "lub". Splatam swe życie z różnych funkcji - teraz na czele jest bycie żoną i mamą, a zaraz potem wirtualną asystentką i właścicielką dwóch kotek. Pisaniem porządkuję, to co wiem, tropię związki, przyczyny i skutki.