O mnie

Podobno nie przechodziłam buntu dwulatka. Kiedy byłam nastolatką, moim największym wybrykiem było pojechanie wieczorem busem do sąsiedniego miasta, żeby się zapisać na… pielgrzymkę. Na studiach nie wytatuowałam sobie koła hermeneutycznego na pośladku jako znaku oddania dziedzinie. Nic sobie nigdy nie wydziarałam. Co prawda mam półtora czarnego kota, ale poza tym jestem zwykłą żoną i mamą.

A jednak pielęgnuję w sercu rebelię.

Organicznie nie cierpię, kiedy ktoś mi rozkazuje. Kiedy słyszę, że mam coś zrobić „bo tak” – bez uzasadnienia, mam ochotę wrzeszczeć. Wkurza mnie, kiedy ktoś rezygnuje ze swoich potrzeb i pragnień, tylko po to, aby dopasować się do oczekiwań. Czuję wściekłość na myśl o rodzinnych relacjach pełnych kar i nagród, wiszących pasów i słodkich czekoladek za zjedzenie obiadu. System ocen szkolnych? Moim celem jest go obalić!

Chcę więcej wolności dla siebie, dla Ciebie i naszych dzieci.

Więcej wolności nie tylko w sprawach wielkich, ale także w codzienności. Tylko tak możemy brać odpowiedzialność za swoje życie. Pokazuję, jak ważne jest słowo „nie” i że Twoje „NIE” jest ważne. Chcę relacji opartych na zaufaniu, a nie na bezdusznych normach. Przekuwam bunt na pozytywną zmianę i pewność.

 

Niosę przesłanie – bądźmy siebielubni!

 

A Ty? Przeciw czemu się buntujesz?