Nie daj kciukowi sobą rządzić, czyli skąd się biorą klapsy i krzyki?

Tego dnia coś wisiało w powietrzu. Niesprecyzowane napięcie szukało swojego ujścia. Zebranie dziecka na zakupy było marnym pomysłem, ale chwilowo nie było alternatywy. Zaczęło się już od wejścia, bo rączka koszyka nie wysunęła się tak lekko jak powinna. Potem było już tylko gorzej. Kulminacja nastąpiła gdzieś między słoikami a puszkami, bo… Czytaj dalej Nie daj kciukowi sobą rządzić, czyli skąd się biorą klapsy i krzyki?

Arbuz a płeć

W mojej lodówce leżał kiedyś kawałek arbuza. Leżał i czekał. Odłożyłam go tam specjalnie dla mojego męża. Dziecko i ja dobraliśmy się do reszty już wcześniej. B wrócił z pracy, ale arbuz nadal czekał. Kolejny dzień i następny… Zaniepokoiło mnie, że lada moment będzie niezjadliwy.
– W lodówce jest arbuz. Dla Ciebie. – dodałam, żeby nie było wątpliwości.
– A nie, zjedzcie go sobie.

Cóż, pomyślałam, że może nie ma akurat ochoty na plucie pestkami. Rozkroiłam tę nieszczęsną ćwiartkę już prawie usychającą z tęsknoty za czyimś żołądkiem. Kiedy jednak sytuacja zaczęła się powtarzać i przy innych smakołykach, a nawet codziennych posiłkach, zaczęłam się zastanawiać. Czytaj dalej Arbuz a płeć

Wojny matek

Mój głos w temacie matek-wilczyc skaczących sobie do gardeł nad tematami karmienia i innych spornych. Sprawa jest dość zawiła, ale dziś kołaczą mi się po głowie dwa jej wątki. Po pierwsze, nieco przewrotnie, czy potrzebujemy jeszcze teraz tekstów o tej rzekomej wojnie? A po drugie: to jak właściwie rozmawiać z innymi matkami? Czytaj dalej Wojny matek

Dzień Dobry!

Jak dobrze wstać?

Pamiętam wywiad z Anną Dymną, w którym podzieliła się swoim doświadczeniem z macierzyństwa. Kiedy podchodziła do łóżeczka swojego dziecka, które dawało znaki, że już się obudziło, z uśmiechem na ustach, ono odpowiadało tym samym. Nadawało to ton całej reszcie dnia – atmosfera była pogodna i harmonijna. Jeśli jednak jej twarz była obojętna czy pochmurna, synek reagował natychmiast marudnie i  ze zniechęceniem. Dzień stawał się trudny. Czytaj dalej Dzień Dobry!

Początki karmienia piersią

Największy dół przeżyłam już w szpitalu. Byłam w szoku,  że jednak nie udaje mi się tak łatwo karmić. Wiem, że przyczyną było poniekąd cesarskie cięcie. Mój naturalny poród został przerwany, dziecko od samego początku źle się wstawiło, a kiedy zaczęło mu spadać tętno lekarze po prostu ratowali życie i zdrowie wyjmując go operacyjnie. Niemniej byłam wtedy kompletnie nieprzygotowana na taką ewentualność. Nastawiłam się na rodzenie naturalne, chciałam po porodzie kontaktu skóra do skóry i wiedziałam, że to najlepszy sposób na rozpoczęcie karmienia. Nie wzięłam po uwagę, iż pierwszy kontakt ograniczy się do buziaka na sali operacyjnej. Czytaj dalej Początki karmienia piersią

Refleksje o Dniu Kobiet

Myśl mnie naszła po wczorajszym święcie, a raczej reakcja na to, co do mnie dotarło w korytku strawy internetowej tzw. feedzie. Widziałam piękne akcje i ważne słowa, przypomnienie, że nadal trzeba zabiegać o prawo kobiety do bycia człowiekiem, zapewnienia o wsparciu i kobiecej sile. Jak zwykle pojawiły się też dywagacje nad zawartością komunizmu w obchodzeniu (w analogii do zawartości kapitalizmu w Walentynkach), a także kwiaty, kwiaty, słodycze i kwiaty (rajstopy). Okazuje się, iż w niektórych rodzinach Dzień Kobiet świętuje się intensywniej niż urodziny. Może panom łatwiej złożyć życzenia w jednym dniu, a nie pamiętać osobne daty dla wszystkich pań w stadzie? A może to panie wolą tak kolektywnie zostać docenione niż przypominać sobie o nawarstwiających się latach? Czytaj dalej Refleksje o Dniu Kobiet

Jak pracować wielozadaniowo

Wielozadaniowość to ściema albo jak mawia Pani Swojego Czasu „multitasking to bullshit”. I zgadzam się z tym. Zgadzam się po wielokroć. Entuzjastycznie kiwając głową. Teraz. Bo jeszcze całkiem niedawno… byłam ofiarą mulitaskingu. Myślałam, że się da, że wystarczy tylko determinacja. Była wystarczająca na ponad półtora roku jednoczesnej pracy zdalnej i opieki nad synem. Czytaj dalej Jak pracować wielozadaniowo

Prezent na ostatnią chwilę

Najlepszy prezent dla młodej matki, młodego ojca

Pierwszy wpis na tym blogu był ziarnkiem, z którego wykiełkował pomysł na faktycznie najlepszy prezent świąteczny dla matki. To, co moje dziecko ofiarowało mi intuicyjnie, chciałaby czasem dostać każda matka a zapewne też i niejeden ojciec. W dodatku jest to coś, za co nie musimy płacić i możemy wykonać nawet w ostatniej chwili przed Wigilią. Jest jednak haczyk – prezent ten wymaga prawdziwego zaangażowania. Czytaj dalej Prezent na ostatnią chwilę

Najlepszy prezent dla matki

Dostałam od mojego potomka
prezent na urodziny. Dziecko nie ma jeszcze nawet dwóch lat, więc jego dar jest spontaniczny i pozbawiony rysu konsumpcjonizmu. Nie chciał dziś drzemki, po prostu padł po 16:00 i prawdopodobnie będzie spał już do rana. I to jest właśnie jego prezent na moje urodziny – czas.

Mamo, masz wolny wieczór (z przerwami na przytulanie i nocne karmienie). Wykorzystaj go dobrze!

Dziękuję Synu! Właśnie założyłam bloga. Chcę się dzielić swoim doświadczeniem.