Pięć sposobów jak zachęcić dziecko do czytania i szósty z książeczką gratis

Zachęceni plakatem i ulotkami dołączyliśmy do akcji „Mała książka. Wielki człowiek”.  Mieliśmy też kilka książek do oddania, więc tym chętniej wyciągnęłam Młodego do biblioteki. „Wyciągnęłam” – właśnie to słowo, bo od jakiegoś czasu mój, do tej pory zapalony czytelnik, mniej chętnie sięga po książki. Przegrywają z innymi aktywnościami: zabawą w budowanie miasta i akcje strażacko-policyjne i niestety też z oglądaniem animacji. Ale matka się nie poddaje! Czytaj dalej Pięć sposobów jak zachęcić dziecko do czytania i szósty z książeczką gratis

Jak być szczęśliwą matką?

Kiedy przygotowuję nowe danie lub piekę ciasto po raz pierwszy, zwykle trzymam się przepisu, dokładnie odmierzam składniki, nic nie pomijam ani nie dodaję. Za drugim razem włącza mi się inwencja twórca: zdarza się, że próbuję robić z pamięci, mniej przykładam uwagi do dokładniej wagi, doprawiam po swojemu. Z różnym skutkiem przyznam się szczerze – niekiedy wychodzi lepiej, innym razem efekt jest słabszy niż w oryginalnym przepisie. Jeśli gotuję lub piekę coś po raz trzeci, to znaczy, że potrawa ta jest naprawdę smaczna. Zwykle udaje mi się wtedy osiągnąć balans między trzymaniem się przepisu idealnie, a warunkami jakie mam w domowej kuchni i naszymi smakowymi preferencjami. Wydaje mi się, że tak właśnie jest z rodzicielstwem. Czytaj dalej Jak być szczęśliwą matką?

Perły i ssawki, czyli macierzyństwo rozszerza słownictwo

Zwykle, kiedy chce się poszerzyć zasób słownictwa sięga się po artykuły, książki, podręczniki. Zdarza się, że i na studiach człowiek się uczy nowych słówek. I myśli sobie potem, że jest taki wyedukowany, elokwentny, zna wszystkie kontynenty… I tak myśli sobie, że może bezpiecznie iść przez życie, bo może i nie wie wszystkiego, ale przynajmniej wszystkie słówka zna! A tu jednak przychodzi taki moment, mniej więcej kiedy rodzi się pierwsze dziecko… Moment, w którym obrywa się człowiekowi w ciemię „ciemieniuchą” i okazuje się, że przed nami jeszcze całe nieodkryte archipelagi słów i znaczeń. A potem przychodzi drugie dziecko i okazuje się, że do okrycia została jeszcze Australia z Nową Zelandią i Tasmanią na dodatek. Czytaj dalej Perły i ssawki, czyli macierzyństwo rozszerza słownictwo

Moje dziecko boi się schodów

Ma trzy lata i boi się schodzenia po schodach. Przez krótki czas lęk objął również wchodzenie, ale udało się to opanować. Strach przed schodzeniem, zwłaszcza w tej jednej konkretnej klatce schodowej utrzymywał się jednak długo. Tuż po przekroczeniu progu mieszkania – chowanie się w kącie, strach przed podejściem do krawędzi, histeria po usłyszeniu, że trzeba zejść. Czytaj dalej Moje dziecko boi się schodów

Dlaczego czytam (książki o rodzicielstwie)

Zazwyczaj siedzimy w swojej głowie, jak w wygodnie urządzonym domu. Znamy każdy kąt i sprzęt, wiemy gdzie stoi wygodny fotel z widokiem na wspomnienia. Obok niego wyszperany przed laty stoliczek z filiżanką pełną marzeń albo pełnym ich kubkiem, albo i nawet imbrykiem. Czytaj dalej Dlaczego czytam (książki o rodzicielstwie)

Ogórek kiszony o 4 nad ranem ma znaczenie – dowiedzione naukowo

Mandarynki wciągane kilogramami, nagła potrzeba zjedzenia ogórka kiszonego o 4 nad ranem. Niemożność zniesienia zapachu mięsa albo gotującego się rosołu lub odwrotnie nieodparta chęć na smażoną kiełbasę po latach weganizmu. O albo nawet musztarda pochłonięta na raz prosto ze słoiczka. Czytaj dalej Ogórek kiszony o 4 nad ranem ma znaczenie – dowiedzione naukowo

Nie daj kciukowi sobą rządzić, czyli skąd się biorą klapsy i krzyki?

Tego dnia coś wisiało w powietrzu. Niesprecyzowane napięcie szukało swojego ujścia. Zebranie dziecka na zakupy było marnym pomysłem, ale chwilowo nie było alternatywy. Zaczęło się już od wejścia, bo rączka koszyka nie wysunęła się tak lekko jak powinna. Potem było już tylko gorzej. Kulminacja nastąpiła gdzieś między słoikami a puszkami, bo… Czytaj dalej Nie daj kciukowi sobą rządzić, czyli skąd się biorą klapsy i krzyki?

Arbuz a płeć

W mojej lodówce leżał kiedyś kawałek arbuza. Leżał i czekał. Odłożyłam go tam specjalnie dla mojego męża. Dziecko i ja dobraliśmy się do reszty już wcześniej. B wrócił z pracy, ale arbuz nadal czekał. Kolejny dzień i następny… Zaniepokoiło mnie, że lada moment będzie niezjadliwy.
– W lodówce jest arbuz. Dla Ciebie. – dodałam, żeby nie było wątpliwości.
– A nie, zjedzcie go sobie.

Cóż, pomyślałam, że może nie ma akurat ochoty na plucie pestkami. Rozkroiłam tę nieszczęsną ćwiartkę już prawie usychającą z tęsknoty za czyimś żołądkiem. Kiedy jednak sytuacja zaczęła się powtarzać i przy innych smakołykach, a nawet codziennych posiłkach, zaczęłam się zastanawiać. Czytaj dalej Arbuz a płeć